Ubiór jesienią powinien być jak ogr, bo ogry są jak cebula. Chyba nietrudno domyślić się, że użyłam tego porównania nie bez kozery. No dobra, nie będę taka, powiem co miałam na myśli. Chodziło mi po prostu o to, że nasz strój powinien mieć warstwy, tak jak cebula ( cebula ma warstwy, ogry mają warstwy itp itd)!! Łołułoł, sama siebie czasem zadziwiam tą odkrywczością!  
W każdym razie tak jak napisałam wyżej, tak zrobiłam, ubrałam się na cebulkę ( bądź na ogra, jak kto woli), unikając w ten sposób przeziębienia ( ryzykując niestety przegrzanie, bo tego dnia było wyjątkowo ciepło).
Cieszy mnie niezmiernie to, że pogoda cały czas przypomina złotą polską jesień, a nie okropną deszczową chlapę i słotę. Mam nadzieję, że taki stan będzie trwał przynajmniej do końca listopada:)
Nie ma to jak sprawiać wrażenie skupionej i zanurzonej we własnych myślach. Przypuszczam jednak, że ta inteligenta mina, nie ma nic wspólnego z moimi ówczesnymi myślami ( pewnie zastanawiałam się co zrobię na obiad, albo co się stało z moimi dwoma parami skarpetek, zaginionymi w dziwnych okolicznościach w pralce).

Futerko jest na medal!
Happy day!
Zdjęcia: Sylwek!

Koszula – Cropp ( wyprzedaż 40 zł)

Ramoneska – Cropp ( wyprzedaż 100 zł)
Futrzak- Bershka ( wyprzedaż 90 zł)
Buty- SH ( nowe z metką, 50 zł)
Torebka- Top Secret ( pożyczona 🙁 )