Matoshinos Beach to jedno z moich ulubionych miejsc  na spędzanie wolnego czasu w Porto (a uwierzcie mam go niemało). Na głównym odcinku blisko portu, plaża jest szeroka i piaszczysta, natomiast dalej w stronę ujścia rzeki zaczyna się skaliste wybrzeże. Jest tam też piękna trasa spacerowa, idealna na oddanie się błogiemu rozmyślaniu nad życiem, śmiercią i innymi egzystencjalnymi tematami (np. kolejne posty na bloga). Nawet zimą (o ile można tak nazwać porę roku, która tu teraz panuje) można spotkać surferów, którym nie straszna zimna woda (tzn. uściślę, że zimna woda w Portugalii, to nie to samo co zimna woda w Polsce:D mam na myśli temperatury rzędu 12-15 stopni Celsjusza), ogromne fale i porywisty wiatr. Jak już Wam kiedyś wspominałam, sporty wodne nie są dla mnie, a to dlatego, że póki co życie jest mi miłe i nie zamierzam szybko schodzić z tego świata:D

  Zachody słońca na plaży są przepiękne, pod warunkiem, że jakiś wielki tankowiec nie postanowi zatrzymać się w takim miejscu, by zasłonić piękny widok:D
 Aktualnie ten włochaty sweterek należy do moich ulubionych części garderoby, jest cieplutki, miły w dotyku, a przez swój neutralny kolor pasuje do wszystkich rzeczy w mojej szafie!:)
Fot. K.:) 
Sweter – Primark (14 euro)
Spódnica – H&M (SH 5 zł)
Zegarek – Lorus (znacie go!)
Kurtka- (Cropp, znacie ją dobrze)
Buty- XTI (%, 28 euro)