utworzone przez Zakreecona | kwi 18, 2017 | Moda
Tradycją stało się już, że podczas Świąt Wielkanocnych muszę zrobić jakieś zdjęcia na lekko nadgryzionej przez ząb czasu stacji kolejowej w moim rodzinnym mieście (zobaczcie wcześniesze sesje
z rozkloszowaną spódnicą i kwiecistą sukienką). Tak było i tym razem, lecz niestety nie zdążyłam opublikować posta podczas Świąt (co łatwo możecie zaobserwować, bo post ukazuje się dzisiaj), ale już śpieszę z wytłumaczeniem:
Odkąd mieszkam w innym mieście, sama jak ten palec (teraz wyobrażacie sobie Osła ze Shreka śpiewającego „Jeeeestem taaaakiii sam, jak paaaalec, albo coooś taam….”) nie za często widzę się z rodziną, moim K., nie wspominając już o przyjaciołach. Wprawdzie staram się to nadrabiać, zapraszając ich na krejzi łikendziki do Łodzi, no ale wiecie jak to jest – nawet najlepszy weekend nie zastąpi spontanicznego telefonu we wtorek „o 20, tam gdzie zawsze?” (dla niezorientowanych informuję, że chodzi o promocję w Czupito).
Z tego oto powodu zamiast pisać posta, zrobiłam te oto następujące rzeczy:
- upiekłam ciasto orzechowe, które wychodzi mi raz na 10 razy, ale w tym roku wyszło i wszyscy zachwalali! Wprawdzie trzeba było uważać, by nieopatrznie nie złamać sobie zęba z powodu zabłąkanej łupinki, która umknęła memu wzrokowi, ale oceniając całokształt wyszło git majonez! (przepis na ciasto orzechowe)
- spotkałam się w końcu z moją przyjaciółką, z którą znamy i przyjaźnimy się od lat 18 (bez kitu, dopiero teraz skapowałam, jaki to szmat czasu). Spotkanie trwało tylko 1,5h, ale oczywiście nie omieszkałam pochwalić się swoim wypiekiem cukierniczym, ale Y. również nie była dłużna i uraczyła mnie ciastem marchewkowym własnej roboty (było pyszne!).
- siedziałam ze swoją rodzinką przy stole słuchając historii naszych rodziców z lat młodości. Niezłych się rzeczy nadowiadywałam:D
- znalazłam swój zeszyt od religii z II gim. (tzn. moja Mami go znalazła), a jeśli śledzicie mojego Facebooka, to wiecie co tam wyczytałam:D
- znalazłam swój pamiętnik z czasów podstawówki, w którym zapisywałam również moje poetyckie wypociny. Próbkę, mogliście zobaczyć na fejsiku, z najbardziej rozczulającym mnie wersem „Róbcie co chcecie i ja się nie FTRONCAM”.
- w pamiętniku, na którejś tam stronie przeczytałam również super ekstra zdanie „Dobra pamiętniku, kończę już bo Ilona się drze, że mam gasić światło” (jak coś, to Ilona to moja siostra i jak się zapewne domyślacie, miałyśmy razem pokój).
- w świątecznym harmonogramie nie zabrakło też miejsca dla mojego K. który oczywiście odwiedził mnie w moim domu rodzinnym i towarzyszył także podczas sesji, ale prym fotografa oddał tym razem Justynce.
Teraz już chyba rozumiecie, dlaczego nie miałam możliwości opublikować posta ani w niedzielę, ani w poniedziałek. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone! Zostawiam Was ze zdjęciami zwyklaka, chociaż uważam, że trencz jest niezwykły, bo dorwać takie cudo w idealnym stanie za 5 polskich złotych nie zdarza się chyba codziennie:)
A na koniec przesyłam Wam poświąteczne całuski!:)
Trencz- H&M (second hand 5 zł)
Sweter – Primark (ok. 5-7 euro)
Spodnie- Zara (%% 70 zł)
Buty- S-BUT (%% CCC 98 zł)
utworzone przez Zakreecona | kwi 14, 2017 | Oszczędzanie
Cześć i czołem. Dzisiaj post będzie krótki, lecz bardzo przydatny. EDIT: Jednak nie aż taki krótki:D
Bo jest Wielki Piątek, a to oznacza, że pewnie szybko kończycie dzisiaj pracę/szkołę i pędzicie do swoich rodzin, by w spokoju i radości przeżywać ten świąteczny czas. Mam nadzieję, że Wasza podróż (o ile w ogóle musicie gdzieś podróżować) będzie krótsza niż moja, bo ja, aby przemieścić się z Łodzi do mojego domu rodzinnego, będę musiała podróżować 4 środkami lokomocji. Jak sobie o tym pomyślę, to przypomina mi się kultowa scena z filmu „Rozmowy kontrolowane” (fragment droga do pracy). Niestety nie będę jechać z żadnym mleczarzem (przecież taki transport jest najszybszy, bo inaczej mleko się zsiada!) i nie musiałam na szczęście jeść śniadania na kolację, ale też jak dzisiaj wstawałam to było już widno!:D

To już chyba jakaś tradycja, że podczas Świąt Wielkanocnych robię zdjęcia na opuszczonej stacji kolejowej w moim miasteczku. Powyższe fotki doskonale pokazują, jaką pogodę mieliśmy podczas Świąt w zeszłych latach (zima, jesień, wiosna). Jak myślicie, jaka pogoda zastanie nas w tym roku?
Znacie mnie nie od dziś, wiecie, że oszczędność to moje drugie imię (dobra, przegięłam trochę). Ok, na drugie imię mam tak naprawdę Marianna (
serio?!!!! A nie oszczędność??!!) i może kiedyś z oszczędzaniem PIniędzy nie byłam za pan brat, ale od jakiegoś czasu to się zmieniło (
odpowiadając na pytania: Nie, jeszcze nie tonę w morzu pieniędzy, ale kto wie, może za 47 lat?). Abstrahując od realnych pieniędzy, które odkładam do skarpety (a właśnie, apropo skarpet, kolorowo skarpetkowy post był
Tutaj), wiecie dobrze, że nie lubię przepłacać. Jak mam możliwość skorzystać z jakiejś zniżki, zawsze to robię (
oczywiście pod warunkiem, że mam zaplanowane zakupy, żebyście nie pomyśleli zaraz, że to jakiś uzależniony człowiek dla Was posty pisze!). Jak szukam noclegów na moje wyjazdy, to zawsze staram się wybrać te z najlepszym stosunkiem ceny do jakości (o zazwyczaj sprowadza się do zdecydowania się na ten najtańszy, no chyba, że zdjęcia mocno sugerują, że spędzenia tam jednej nocy mogłoby skutkować utratą zdrowia lub życia). A jak jest jakaś promocja w Rossmanie to zawsze z niej korzystam (
a potem biduję pół miesiąca).
Dlatego dzisiaj jest mi niezmiernie miło, że mogę polecić Wam serwis
Refunder, które oferuje zwroty za zakupy w ponad 500 sklepach (i to takich, w których na pewno większość z Was robi czasami zakupy). Nie ważne jest czy robicie zakupy za 5 czy 500 zł, i czy była to wyprzedaż, czy może najnowsza kolekcja, korzystając z Refundera otrzymujecie gwarantowane zwroty gotówki, prosto na Wasze konto.
A TERAZ UWAGA, BO NASTĘPUJE PUNKT KULMINACYJNY TEGO POSTA:
Rejestrując się do serwisu z
MOJEGO LINKU (bardzo przyjemny panel rejestracyjny, zważając na to, że uśmiecham się do Was ze zdjęcia…) otrzymacie
25 zł zwrotu za pierwsze zakupy w kwocie min. 50 zł. A na czym możecie oszczędzić? Praktycznie na każdej dziedzinie życia!
Multikino oferuje 5% zwrotu za zakup biletów 2D i 3D,
Empik do 2% zwrotu, w sklepie
Nike będziemy mieli okazję otrzymać z powrotem aż do 6,5% wartości naszych zakupów! Nie mogę nie wspomnieć o
Zalando, gdzie zwrot może wynieść aż do 4%, czy o
Telepizzy, gdzie smakosze pizzy będą mogli zaoszczędzić 3% wartości zamówienia.
Ale najlepsze jest to, że przy rejestracji Refunder proponuje Ci zainstalowanie wtyczki w przeglądarce, która będzie przypominać Ci o możliwościach zwrotu wydanych pieniędzy, za każdym razem, gdy odwiedzisz stronę/ sklep, który współpracuje z Refunderem. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem totalnie kupiona i właśnie idę zrobić swoje pierwsze zakupy!
Tak w ogóle to post miał być krótki, a mi trochę nie pykło, dlatego kończę już! Bardzo, ale to bardzo, zachęcam Was do rejestrowania z
MOJEGO LINKU, dzięki czemu otrzymacie 25 zł zwrotu za Wasze pierwsze zakupy wykonane za pomocą serwisu Refunder.
Dajcie znać czy zarejestrowaliście się i na czym macie zamiar oszczędzić PINIĄŻKI!
utworzone przez Zakreecona | kwi 12, 2017 | Moda
W grudniu, gdy mieszkałam jeszcze w Warszawie, w znanym i lubianym dyskoncie działającym pod znakiem uroczego czarno czerwonego owada, kupiłam sobie za ok. 16 polskich złotych 2 pary kolorowych skarpetek za kostkę. Aż do ostatniego weekendu leżały samotnie w szufladzie, gdy oto wtedy postanowiłam, że założę je po raz pierwszy. Myślę sobie, co tam, młoda jestem, można czasem pohipsterować. A że na ulicach nieczęsto spotyka się kobiety w takich skarpetach (tzn. mam na myśli takie oznajmiające wszem i wobec „HEEEEEJ, MAM KOLOROWE SKARPETY PATRZCIE SIĘ NA MNIE TU I TERAZ” tak jak ja to zrobiłam) byłam zdana sama na siebie w wymyślaniu stylizacji, bo raczej miałam mało okazji, by szukać inspiracji na ulicach.
Chęć stworzenia hipsterskiej stylówki dodatkowo wzmagał fakt, że wybierałam się wraz z moją przyjaciółką Sylwią, która to postanowiła mnie odwiedzić w mieście Łodzi, do dosyć hipsterskiego miejsca jakim jest
Niebostan, przy ul. Piotrkowskiej 17 (i tam też zostały zrobione te fotki). Żeby tam trafić, trzeba wejść w bramę, a wtedy Waszym oczom ukaże się coś na kształt niebieskiego rusztowania, po którym wspinacie się do miejsca, gdzie przyjdzie Wam siedzieć m.in. w pociętej wannie, starych fotelach samochodowych, oraz paletach, które w przeszłości dźwigały pewnie ogromne ciężary. Dodatkowo macie możliwość napić się hipsterskiego piwka, wypić hipsterskie koktaile, zjeść hipsterską szamkę, poczytać hipsterkie książki albo tak jak np. ja, o ile pogoda pozwoli, po prostu sobie poleżeć, popijąc coś hipsterskiego, co akurat Pani Barmanka poleciła. Czasami zdarzy się jakiś hipsterski koncert, albo spotkanie z jakimś hipsterskim artystą, jednym słowem hipsteriada 100%. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie moje pobudki w kwestii zostania nie do końca ekskluzywnym menelem chociaż na jeden dzień.

W niedzielę przyszłyśmy dosyć wcześnie, więc nie były założone wszystkie poduszki, ale uspokajam, że prawie na każdym elemencie przystosowanym do usadzania tyłka takie poduchy się znajdują.
Ostrzegam jednak, że to miejsce jest uzależniające. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jak raz tam traficie, to już nigdy żaden inny lokal nie wyda Wam się równie atrakcyjny. Będziecie chcieli siedzieć tam dzień i noc, a to grozi wieloma konsekwencjami (m.in. utratą pracy, możliwością uznania za osobę zaginioną przez rodzinę), dlatego by tego uniknąć, polecam serdecznie, w przypadku chęci odwiedzenia tego miejsca, zabrać rodzinę lub kolegów z pracy i wtedy problem z głowy.
Ale miało być o skarpetkach. Przyjęło się, że każdy szanujący się menadżer, specjalista, stażysta itd. pracujący w
Mordorze, lub miejscach do Mordoru podobnych, powinien posiadać jakieś fikuśne skarpetki. Takiej reguły nie ma jednak dla kobiet, a należy tu wspomnieć, że wybór skarpet jest równie duży, żeby nie powiedzieć większy. Czy to oznacza, że my takie skarpetki możemy nosić jedynie w domu podczas PIDŻAMA PARTY z przyjaciółkami, do spania lub do innych szeroko pojętych czynności domowych? OTÓŻ NIE 😀
Nawet muszę Wam powiedzieć, że my mamy trochę lepiej. Bo założenie białych skarpet do sandałów w naszym przypadku będzie oznaczać pierwszy krzyk mody (pod warunkiem, że ładne nogi, ładne skarpety no i sandały), a w przypadku młodego mężczyzny strzelenie sobie modowego samobója. My możemy pozwolić sobie także na podciągnięcie skarpet pod kolana, albo przynajmniej wysoko na łydkę i również wezmą nas za trendsetterki, a mężczyzna nie będący tenisistą raczej nie powinien spodziewać się okrzyków zachwytu na swój widok.
Także same widzicie, że mamy lepiej:) A już najlepsze jest to, że naprawdę wszystkie chwyty są dozwolone. Możemy je nosić do sandałów, tenisówek, butów sportowych, szpilek, tzw. szczurków, wszystko zależy jedynie od Waszej odwagi i kreatywności. Na końcu zostawiam Was garść internetowych inspiracji 🙂 Dajcie znać, co uważacie o kolorowych skarpetkach!:)
Fot. Sylwek:*
Spodnie- New Yorker (ok. 69zł)
Koszula – Sinsay
Skarpetki – Biedronka
Buty- Adidas ZX Flux
A tutaj garść inspiracji!:)
Źródło Źródło
Źródło
utworzone przez Zakreecona | kwi 6, 2017 | Moda
Wiecie co się okazało? Ja tu się stroję, zdjęcia cykam, ba, makijaż nawet robię (jak chodzę do pracy na godzinę między 7.00 a 7.30 prawie nigdy nie znajduję na to czasu, bo 5 minut snu jest zawsze cenniejsze niż make up), wypisuję na jakie to wspaniałe promocje natrafiłam, ile zaoszczędziłam i jaką to cudowną łowczynią okazji jestem. Jednym zdaniem czynię starania, a żeby zostać znaną, lubianą i poczytną szafiarsko – lifestylową blogerką (a jak!). Okazuje się jednak, że Wy najbardziej lubicie czytać o tym, jak się w metrze zgubiłam, jak wyobrażałam sobie uniknięcie otrzymania mandatu i jak różne to było od rzeczywistości, jak to było być okularnicą w podstawówce ze szkłami jak denka od musztardy i jakie to „ciężkie” mam życie ze swoimi kręconymi włosami, które długo nie chciały współpracować (chociaż od jakiegoś czasu udaje nam się osiągnąć konsensus). A już jak mój Kuba pojawi się na jakimś zdjęciu to powodzenie i popularność posta, czy to na blogu, czy to na facebooku, wzrasta o jakieś 1000% …

… I powiedzcie mi jak tu żyć? Z poufnych źródeł wiem jednak niestety, że Kuba nie zamierza zostać blogerem, ani tym bardziej modelem, ale na całe szczęście zgodził się objąć funkcję fotografa naczelnego na kolejną kadencję (mamy umowę na czas nieokreślony!). No cóż, dalej będę wieść żywot zakręconej blogerki, której zawsze zdarzają się niespodziewane przypadki. Ze swojej strony obiecuję przemycić czasem jakieś zdjęcie K., a może kiedyś namówię go na jakieś słowo komentarza, jak to jest żyć sobie u boku roztrzepanego dziewczęcia, które ciągle tylko prosi o zdjęcia, obiecując za to ugotowanie pysznego obiadku i deserku (takie jest życie, w dzisiejszych czasach jedynie w mordę można dostać za darmo? ?).
A jak chcecie wiedzieć jakie to niespodziewane przypadki (jakby przypadek mógł być spodziewany!) mi się ptrzytrafiają i być na bieżąco z tym co na blogu i poza nim, to zapraszam do polubienia fanpage’a na facebooku! Wczoraj stuknęła mi tam piękna liczba 700 osób, ale mam nadzieję, że już niedługo będzie to 800, 900 i tak aż do nieskończoności:D
Tymczasem prezentuję Wam luźną stylówkę z pięknego, prawie letniego weekendu, spędzonego w coraz bardziej lubianej przeze mnie Łodzi (co jeszcze 2 miesiące było prawie nie do pomyślenia!). Jeśli powiem Wam, że fotki zostały zrobione w najbardziej znanym i zatłoczonym miejscu tego miasta, powinniście od razu zgadnąć o jaką lokalizację chodzi. Jeśli dodatkowo zwrócicie uwagę na architekturę i industrialny klimat, zdacie sobie sprawę, że nie mam na myśli jednej z najdłuższych ulic handlowych w Europie (czyli Piotrkowską, dł. ok. 4,2 km), a słynną Manufakturę.

Jak zwykle wszystko kosztowało mnie grosze (no może nie licząc butów, ale z butami to jest jednak trochę inna bajka i na nich nie polecam za bardzo oszczędzać). Uległam blogowemu szaleństwu na bomber jacket, na dodatek z haftami także SZAFIARKA ze mnie 100%! Dodatkowo, gdy zestawiłam bomberkę z moimi dziurawymi jeansami (wzbudzającymi powszechne politowanie u mijanych starszych osób, zmartwionych, że biedne dziewczę w podartych spodniach chodzi), okazuje się, że odnalazłam ciuchowy duet idealny. Idealny na wycieczkę, idealny na spacer, a także idealny na randkę (? szczególnie pierwszą (!), gdy chcemy udawać taką wyluzowaną i niedostępną i że w ogóle nam nie zależy??).
Boyfriendy na blogu mogliście widzieć także
TUTAJ. Która stylizacja bardziej się Wam podoba?
Fot. K:*
Spodnie – Reserved (%%j akieś 40 zł)
Bomber Jacket – New Look (%% 32,5 zł)
Plecak – prezent (Gerry Webber)
T-shirt – Reserved
Buty – Adidas ZX Flux
utworzone przez Zakreecona | mar 29, 2017 | Moda, Outfit
Ciekawa jestem, czy ktoś z Was pomyślałby, że w moim dzisiejszym zestawie najdroższą rzeczą (nie uwzględniając torebki, którą dostałam w prezencie) jest… apaszka! Podobnie jak większość ubrań w mojej szafie kosztowała zawrotną cenę, bo aż 24 zł! Czasami wystarczy jedna mała rzecz by odświeżyć całą stylizację i dodać jej trochę wiosennego uroku! W moim przypadku postawiłam jednak na 2 rzeczy – apaszkę w miętowym kolorze i duże białe okulary. Prawda, że dzięki temu cały strój wygląda dużo bardziej wiosennie? 🙂
kk
Kochani! Upragniona wiosna w końcu nadeszła. Niedawno marzyłam, żeby móc nareszcie zrobić zdjęcia bez czapki, szalika i grubej kurtki, a tu ani się obejrzałam, a na blogu wylądowały fotki bez żadnego okrycia wierzchniego (na dworze było ponad 20 stopni, proszę módlcie się razem ze mną, żeby ta pogoda szybko się nie pogorszyła!)
Kochane, musimy jednak pamiętać, że odświeżony look wymaga specjalnej pielęgnacji. Aby wyglądać i czuć się świeżo, warto zadbać nie tylko o antyperspiracyjną ochronę, ale też o ochronę naszych nowych (lub odświeżonych:)) stylizacji. Naukowcy Beiersdorf – jako pierwsi na świecie – stworzyli innowacyjną formułę antyperspirantu chroniącego ubrania przed plamami –
NIVEA Invisible Black&White. NIVEA Invisible Black&White to wybór nr 1* Polek, który zapewnia 48h ochronę antyperspiracyjną. Produkt powstał we współpracy i został zatwierdzony przez Hohenstein International Textile Institute. Dodatkowo od niedawna, dezodoranty Nivea Invisible Black&White dostępne są w nowym, na maxa świeżym wariancie zapachowym –
FRESH:
*NIVEA za Nielsen, 09.2014 – 08.2015, sprzedaż ilościowa damskich dezodorantów
Na świeży zapach składają się:
Nuta głowy: bergamotka, brzoskwinia, zioła
Nuta serca: biała herbata, mimoza, róża
Nuta bazy: drzewo sandałowe, bursztyn, piżmo


Jestem szalenie zadowolona, że udało mi się wyhaczyć w lumpeksie szerokie spodnie na kant do połowy łydki (na dodatek z wysokim stanem!) – mam coś słabość do spodni na kant w ostatnim czasie. W sieciówce zapłaciłabym za nie pewnie coś ok. 100 zł (no chyba, że na wyprzedaży, to może taniej), ale za to właśnie kocham lumpeksy, bo pozwalają spełniać moje modowe marzenia w niewiarygodnie niskich cenach.
kk
Sweterek – Reserved (%% 19 zł)
Torebka – Puccini (prezent)
Buty – Pieces (%% Factory Outlet 10 zł)
Spodnie – SH (6 zł)
Okulary – Szachownica (10 zł)
Apaszka – New Yorker (24 zł)
k
PS Post powstał przy współpracy z marką Nivea, ale z racji tego, że produktów tej firmy używam od dawien dawna, nie musicie obawiać się o moją szczerość:)
PS1 A Wy jakie macie odczucie, jeśli chodzi o antyperspiranty Nivea? Miałyście już okazję wypróbować coś z nowej lini FRESH?:)

utworzone przez Zakreecona | mar 24, 2017 | Podróże
Dzisiaj nie będzie o pięknych wspomnieniach, zwiedzonych miejscach czy praktycznych wskazówkach. Każda podróż, nawet ta najpiękniejsza, kryje za sobą mroczne tajemnice, które z biegiem czasu z koszmaru spędzającego sen z powiek zamieniają się w urocze wspomnienie opowiadane jako anegdotkę na każdej imprezie:D Ja takich „mrocznych historii” miałam podczas swoich podróży mnóstwo, dlatego nie zmieszczę tego w jednym wpisie (Kochani, szanuję Wasz czas, przecież na swoją kolej czekają jeszcze facebook, wykop, demotywatory i niezalezna.pl zdaję sobie sprawę, że nie macie całego dnia by siedzieć u mnie na blogu:D). Zdjęcie powinno podpowiedzieć Wam, gdzie owa historią się wydarzyła. Jeśli chcecie wiedzieć, co mam wspólnego z Forrestem Gumpem i dlaczego łzy zagościły na moim licu, czytajcie dalej…

Listopad 2013. Ja i mój K. wybraliśmy się do Londynu. Wylot mieliśmy z Warszawy (Modlin), do której dojechaliśmy z Wrocławia Polskim Busem (6 h), w Londynie wylądowaliśmy ok. 23.00 i mieliśmy przed sobą perspektywę nocy na lotnisku. Pierwsza akcja rozegrała się właśnie na lotnisku Stansted. Przed wyjazdem Kuba namawiał mnie, żebyśmy wzięli śpiwory, bo na lotnisku na pewno będzie zimno. Ja powiedziałam, że w żadnym wypadku, niech sobie pomarzy, ja muszę wziąć ciuchy, bo sesja na bloga, bo tylko podręczny, bo nie zmieszczę się i jak chce to niech sobie bierze. Temat ucichł. Potem poszłam jednak po rozum do głowy i stwierdziłam, że listopad to jednak nie czerwiec, a Londyn to wcale nie Majorka i bez śpiwora na lotnisku może być ciężko. Jakie było zdziwienie Kuby, gdy wyciągnęłam na lotnisku śpiwór! Okazało się, że Kuba nie wziął, bo przecież ja mówiłam, że nie bierzemy!

Prawdziwy horror rozpętał się jednak dopiero następnego dnia wieczorem. Byliśmy nie pamiętam na jakiej stacji metra, ale z pewnością kursowała tamtędy linia zielona. Chcieliśmy wyruszyć w kierunku Oxford Street. Na stacji jednak było dużo peronów i przyjeżdżały różne pociągi, a my nie do końca kumaliśmy, który to jest nasz (sierotki Marysie z Polski). I tak nie mogąc się zdecydować i nie będąc pewnym, weszliśmy do metra, które podjechało jako pierwsze, ale w pewnym momencie zdecydowałam (wiecie ten błysk w głowie), że pojedziemy jednak tym drugim, ale po paru sekundach stwierdziłam, że jednak wracamy do tego pierwotnego (akcja była bardzo szybka, to wszystko potoczyło się na przestrzeni kilkudziesięciu sekund). Pech chciał, że Kuba nie zdążył wskoczyć z powrotem do metra, w którym ja już byłam, a ja zdążyłam mu jedynie pomachać na pożegnanie i odczytać z ruchu warg „na następnej stacji”.

Pociągi kursują co parę chwil, więc rozbawiana komizmem sytuacji i tym, że naoczni świadkowie śmiali się i patrzyli na mnie z pobłażaniem, wysiadłam na następnej stacji. Spodziewałam się zobaczyć mojego Kubę w ciągu najbliższych 4 minut. Podjeżdża pierwsze metro, Kuby nie ma. Zapaliła mi się czerwona lampka, ale mówię, dobra, czekam na następne. Podjechało kolejne i kolejne, a Kuby nadal nie było. Myślę sobie, co jest?! Nie powiem, zaczęłam wpadać w lekką panikę, na dodatek mój telefon zawył żałośnie oznajmiając, że w ciągu najbliższych 30 sekund się wyłączy (dodatkowo nadmieniam, że i tak miałam zablokowane konto). Zdążyłam jedynie przeczytać wiadomość od Kuby, która właśnie przyszła „MONIKA DO CHOLERY DO JASNEJ GDZIE TY JESTEŚ, WYSIADŁEM NA NASTĘPNEJ STACJI A CIEBIE NIE MA, GDZIE TY SOBIE POLAZŁAŚ CZEKAM TUTAJ (*nazwa_stacji*) I NIE RUSZĘ SIĘ STĄD PÓKI NIE PRZYJDZIESZ!” (może nie do końca tak było, ale z pamięci pisałam:D).
Ja przerażona już nie na żarty, z rozładowanym telefonem, bez mapy i z umiejętnościami lingwistycznymi (a wtedy takie jeszcze były) pozwalającymi co najwyżej na zamówienie cheesburgera w McDonaldzie, wybiegłam czym prędzej ze stacji metra, (teraz wyobrażacie sobie, że przy stacji czeka na mnie Błędny Rycerz ze Stanem Shunpike na pokładzie i uprzejmie pyta, gdzie podwieźć samotne dziewczę zagubione w mugolskim świecie. Następnie ja płacę za przejazd srebrną monetą, a szalony autobus pędzi przez ulice Londynu, kurcząc się, by zmieścić się między dwoma tirami oraz wtedy gdy trzeba uniknąć czołowego zderzenia z taksówką) spojrzałam na mapę którą stała przed wejściem do budynku metra. Jak ogarnęłam gdzie jest wschód i gdzie zachód, niczym Usajn Bolt rzuciłam się do biegu (chociaż może bardziej pasowałoby tu Forrest Gump) co jakiś czas siląc się na wyżyny swojego ówczesnego angielskiego i pytając mijanych przechodniów *Nazwa_stacji?*, a oni na szczęście kiwali głową z potwierdzeniem. Po jakichś 15 minutach cała zdyszana, pobijając pewnie rekord świata w biegu z torbą podręczną i lustrzanką na szyi, dotarłam do wspomnianego w smsie miejsca spotkania. Zaryczana (poważka, takie emocje wtedy mną targały) rzuciłam się nie mniej przejętemu Kubie w ramiona i cieszyliśmy się, że udało nam się odnaleźć w wielkim świecie:D

PS Na wyżyny angielskiego wspięłam się jeszcze jeden raz na stacji metra, na której czekałam na Kubę, pytając pana chyba konduktora, czy mogę podjechać jakimś metrem na *nazwa_stacji?*. Odpowiedział mi, że oczywiście, ale za 50 minut. Teraz już wiecie, dlaczego rzuciłam się w bieg.
PS1 No i zapomniałabym wspomnieć, że cała akcja rozchodzi się o to, że jest w Londynie jedna linia metra, która co któryś kurs zmienia trasę i tak się właśnie złożyło, że ja i Kuba jechaliśmy linią tego samego koloru, ale nasze „następne przystanki” były różne:D
PS2 Zaginęły zdjęcia z tamtego wyjazdu do Londynu, więc posłużyłam się fotkami z kolejnej wycieczki:)
Pozdrawiam, Cześć i czołem. Kolejne historie w przygotowaniu:D Jak wam podobała się ta historia? I jakie wpadki podróżnicze przytrafiły się Wam?:)
utworzone przez Zakreecona | mar 21, 2017 | Moda
Kolejny post z serii Wyprzedażowe łupy przed Wami:) Wcześniej prezentowałam Wam pikowaną kurtkę za 39 zł i sznurowane baleriny za 38 zł
Tutaj, a także kwiecistą sukienkę za 29 zł i kozaki za kolano za jakieś 46 zł
Tu. Tym razem udało mi się upolować szary,
długi sweter z
Pull &Bear.
Gdy już obiecałam sobie, że w tym miesiącu (tj. w lutym) nic już sobie nie kupię, pech (tzn. szczęście!!) chciał, że znalazłam się przypadkiem w
Galerii Łódzkiej, no i jakoś tak jeszcze większym przypadkiem moje nogi same skierowały się w stronę Pull&Bear’a. To były już ostatnie wyprzedażowe dni i obniżki naprawdę sięgały zenitu. Kochani Moi, chciałabym Was poinformować, że
sweter kupiłam za 19 zł (
słownie: dziewiętnaście polskich złotych) i uwaga, nie jest to 100% poliester (7% wiskoza i 3% elastan – zawsze coś!).

Zdjęcia zostały zrobione na niesamowitym Dworcu Fabrycznym w Łodzi. Zdaję sobie sprawę, że na zdjęciach próżno szukać zachwycających elementów architektury, no ale proszę wierzyć mi na słowo, że na żywo dworzec robi robotę. Nie ma tam wprawdzie za dużo pasażerów (ale dzięki temu mogłam w spokoju zrobić fotki i nikt się krzywo nie patrzył, tylko jeden Pan się na nas spojrzał i to wcale nie krzywo, na dodatek kazał się uśmiechnąć:D), ale jest za to dużo przestrzeni i nowoczesny design. Wyobrażacie zrobić sobie takie foty na Centralnym w Warszawie?:D
k
Tak w ogóle, to muszę się Wam przyznać, że trochę zmieniłam zdanie o Łodzi. Kiedyś myślałam,że to takie paskudne miasto. Oczywiście nadal twierdzę, że do Wrocławia się nie umywa 😀 (mój kochany Wroclove?), ale jednak zauważam też wiele pozytywnych aspektów. Industrialny klimat nadaje miastu niepowtarzalności i myślę, że gdyby wszystkie secesyjne kamienice oraz tereny pofabrykanckie zostały zrewitalizowane, to Łódź mogłaby być jednym z najciekawszych polskich miast.
k
Na instagramie wrzucam czasami fotki z ciekawych miejsc, jak chcecie razem ze mną odkrywać uroki tego miasta, to zapraszam Was do zaobserwowania mojego profilu:)
@zakreecona.pl🙂 Będzie mi bardzo miło! (a tak szczerze, to będę skakać z radości pod sufit, a może nawet jeszcze wyżej, dlatego nie wahaj się ani chwili and FOLLOW ME:D).
Sztyblety brudne, bo szłam przez błocisko. No cóż, wolałam przejść przez błoto grząskie niczym ruchome piaski i uwalić sobie buty, wiedząc, że za 4,5 minuty Ancia będzie robić mi fotki, niż nadrobić 400 metrów i na spokojnie iść sobie chodnikiem. Uprzejmie informuję, że to zjawisko wcale nie nazywa się lenistwem (musiałam kawałek pod górkę błociskiem przejść!), a jedynie zrównoważonym organizowaniem czasu:D
Do wyprzedażowych łupów należy także pasiasta bluzka, zakupiona w podobnej co sweter cenie, ale już dawno temu. Wygląda niepozornie, ale ma odkryte plecy, a ja uwielbiam takie patenty, bo na dekolty z przodu niestety nie mogę sobie pozwolić.
Fot. Ancia:*
Sweter – Pull&Bear (%% 19 zł)
Bluzka – House (%% 19 zł)
Spodnie- New Look (%% 34 zł)
Buty – Lasocki, S But (%% 98 zł)
Torebka – Puccini (prezent)
Skórzany pasek – Reserved (39zł)
Co sądzicie o połączeniu długiego swetra z ramoneską?:)
PS Jak chcesz wiedzieć, jakie szalone historie mi się przytrafiają i być ze mną na bieżąco, to koniecznie zaobserwuj mojego bloga:) Będę bardzo szczęśliwa!:)
utworzone przez Zakreecona | mar 16, 2017 | Moda
PS Muszę się w końcu zacząć uśmiechać na zdjęciach! Od kolejnej sesji będę się starać!
PS 1 Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga?
PS 2 No to mogę przejść do zasadniczej treści posta!:D
Zamierzałam już wziąć się za ten temat jakiś czas temu, no i w końcu się udało. Ruszam z nową serią na blogu „Zamiast rurek”. Będę pokazywać Wam jak się ubrać, nie wykorzystując przy tym znanych i lubianych rurek:) Dzisiaj przed Wami pierwsza propozycja – szare spodnie na kant, eleganckie, ale jednak na gumce. Jednym słowem: nieszablonowe:)
Oczywiście nie myślcie, że całkowicie rezygnuję z rurasków i że na blogu już nigdy nie ukaże się żadna stylówka w obcisłych spodniach:D Nie wydałam na nich dożywotniego wyroku nie noszenia – mimo wszystko rurki to spodnie uniwersalne, pasujące prawie na każdą okazję (w zależności od materiału i koloru) i raczej jeszcze długo nie znikną z szaf polskich kobiet (i jak się okazuje, także niektórych mężczyzn:D). W każdym razie taki typ spodni już mi się trochę znudził, dlatego od teraz raz na miesiąc (albo częściej, zobaczymy jak wyjdzie:D) będę starała się udowodnić, że założenie innych spodni niż rurki wcale nie oznacza, że jesteśmy starodawni i nie nadążamy za duchem epoki:D Mam nadzieję, że seria się Wam spodoba (a jeśli się spodoba, to będę max szczęśliwa jeśli zostawicie komentarz, bo w przeciwnym razie skąd mam wiedzieć, że się spodobała?:D) i zainspiruje Was do wprowadzenia pewnych zmian w swoim codziennym ubiorze):)


Wszem i wobec chciałabym wyrazić swoje uwielbienie dla osoby, która wymyśliła garniturowe spodnie na gumce!! Moje spodnie po pierwsze wyglądają elegancko, a więc super nadają się do pracy (jeśli obowiązuje Was dresscode), po 2 są wygodne (nie trzeba nosić paska, bo są na gumce) , po 3 praktycznie nie wymagają prasowania (czyli oszczędzacie czas, którego ciągle brakuje), po 4 były tanie (bo kupiłam je na zimowej wyprzedaży), a 5 mają super kolor:D Dodatkowo sprawdzą się idealnie, kiedy akurat nie macie pomysłu, jak się ubrać danego dnia:) Wystarczy połączyć je ze sweterkiem, czy koszulą i elegancka, lecz wcale nie sztywna stylizacja gotowa:
Takie tam zdjęcie z backstage’a. Mój K. poprawia szaliczek, żebym chociaż na jednym zdjęciu nie wyglądała jak łamaga:D
No i to jest właśnie ta fotka, gdzie brakuje uśmiechu! Ehhh!:D
W torebce jestem zakochana, pojemna, super materiał, elegancka, wygodna, z dobrej firmy, no i na dodatek była w dobrej cenie! A co najważniejsze dostałam ją w prezencie!:D Lepiej być nie mogło!:)
Spodnie – Promod (%% 35 zl)
Sweter- Mohito (%% 29 zł)
Szal – New Look (%% 7,50 zł)
Torebka – Puccini (prezent, ale wiem, że kosztowała w Factory 120 zł!!)
Buty – Aldo (%% 90 zł)
Będę bardzo wdzięczna, gdy zaobserwujecie mnie na INSTAGRAMIE
@zakreecona.pl oraz na
Facebooku. Często wrzucam tam informacje o promocjach, jakieś ciekawostki ze świata mody oraz z mojego życia
utworzone przez Zakreecona | mar 10, 2017 | Moda
Proszę powiedzcie, że wyglądam trochę jak dziewczyna Marlona Brando (tego z filmu Dziki
TU) 😀
****
Disneyland to jedno z miejsc, które zamierzam odwiedzić w najbliższej przyszłości, a że aktualnie możliwości czasowo – finansowe nie są wystarczające, jako substytut raju każdego szanującego się dziecka, postanowiłam sprawić sobie jakąś rzecz związaną z ukochanymi bajkami. Jak możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu jest to bluza z Myszką Miki:) A że w noszeniu bluz, które odejmują mi lat (w sytuacji, w której i tak nie ma czym szastać:p) mam doświadczenie (przypominam rzymski post
TU), byłam niezwykle szczęśliwa, a na dodatek wzbudzałam powszechny zachwyt wśród mijanych przedszkolaków 😀
Spodnie kupiłam za 16 zł parę miesięcy temu, jeszcze w Warszawie. Któregoś razu zauważyłam niewielkie przedarcie na jednej nogawce w okolicy kolana. Stwierdziłam, że nie ma co spodni spisywać na straty, może da radę jeszcze coś z nich wykrzesać. A że ku mojemu zadowoleniu, moda na kloszarda, nadal trwa w najlepsze, postanowiłam, że zrobię dziury na kolanach i wszystkim będę wciskać, że to tak fabrycznie kupiłam, z nowej kolekcji, pierwszy krzyk mody! Jakbyście dali radę nie przekazywać nikomu, w szczególnośc mojemu K., że zamiast wyrzucić podarte spodnie, podarłam je jeszcze mocniej, a na dodatek zachowuję się jakbym kupiła je za co najmniej tysiąc pięćset sto dziewięćset, mimo, że są warte mniej niż 20zł, a ponadto noszę zadowolona z siebie, to będę max wdzięczna.
PS Planuję jeszcze rozpruć nogawki, bo też teraz 'must have’ każdej szanującej się blogerki:D Ale to też Ciiii…:D
k
Z butami to była grubsza historia. Vansy kupiłam w lumpeksie, wyglądały jak nówki, ale metki nie miały. Mówię, 20 zł nie pieniądz (of course, to jest ogromny pieniądz, ale tak sobie tłumaczyłam, bo bardzo chciałam je kupić), bierę! Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Przyjechałam do domu, wsadziłam buciki w poszewkę i wrzuciłam do pralki. Po wyciągnięciu z pralki położyłam pod koloryfer i nie przyglądałam się im jakoś specjalnie dokładnie (to był wieczór). Rano patrzę, a te cudne, śliczne, wyglądające jak nówki Vansy (tzn. wyglądające tak dnia poprzedniego) zamiast koloru białego (w miejscach, które powinny być białe) miały kolor rdzawy – nie wiem czy to ta farba z biało czerwonej szachownicy przefarbowała, czy jakie inne procesy się tam zadziały. W każdym razie, myślałam, że serce mi pęknie na dwoje – takie czaderskie buciki :(.
Całe szczęście, mam coś we krwi z MacGyvera, dlatego nie poddałam się bez walki. Przypomniało mi się, że kupiłam kiedyś białą farbę do podeszw. Użyłam ją do pomalowania wszystkich przerbowanych miejsc (ozywiście bez podeszw:D) i buty praktycznie wróciły do pierwotnego stanu:D
Wiem, że kupowanie butów w lumpeksie, to cały czas trochę temat tabu. Ja jestem jednak zdania, że jeśli buty są w super stanie/nowe, to po dezynfekcji/ wypraniu, nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby je nosić. Ale zdaję sobie oczywiście sprawę, że wiele osób nie odważyłoby się na to. A Wy jakie macie zdanie w tym temacie?:)
Buty – Vans (20 zł/ second hand)
Spodnie – Only (%%16 zł, Factory Annopol)
Bluza – C&A (%% 39 zł)
utworzone przez Zakreecona | mar 8, 2017 | Rozkminki
Kochane Moje! Dzisiaj jest Nasze Święto! Powinnyśmy się cieszyć, radować i spędzić ten dzień z naszymi drugimi połówkami.
Część z Was pójdzie do kina, inni wybiorą się do teatru, a pewnie niektóre dziewczyny zostaną w domu i zajadając popcorn, obejrzą ze swoim ukochanym ulubiony serial. Może jakaś szczęściara tego właśnie dnia otrzyma pierścionek zaręczynowy, a inna zostanie Matką? Wiele wspaniałych rzeczy może się wydarzyć…
Ale nie wszystkie kobiety będą tego dnia szczęśliwe. Prawdopodobnie jutro 10 kobiet –matek, córek, żon, sióstr, przyjaciółek- usłyszy diagnozę: rak szyjki macicy. Każdego roku w Polsce odnotowuje się ok. 3500 przypadków zachorowań, a w Europie na raka szyjki macicy co 18 minut umiera 1 kobieta.
Jestem bardzo szczęśliwa, że zostałam zaproszona do wzięcia udziału w akcji społecznej #RedBandFight. Celem akcji jest promowanie badań cytologicznych i walki z rakiem szyjki macicy. Dziewczyny biorące udział w tym przedsięwzięciu umieszczają na instagramie/ facebooku/ blogu selfie lub zdjęcie z czerwoną wstążką na szyi, która ma być symbolem całego wydarzenia. Serdecznie zapraszam Was do dołączenia!
Dzisiaj postaram się przybliżyć Wam dane dotyczące choroby i profilaktyki, także zapraszam do lektury:)
k
k
1. Rak szyjki macicy nie jest chorobą genetyczną.
Potencjalnie każda z Nas jest zagrożona zachorowaniem, dlatego badania profilaktyczne są tak bardzo ważne!
k
2. Regularne badania cytologiczne pozwalają szybko wykryć chorobę.
Takie badanie można wykonać u każdego ginekologa. Cytologia to diagnostyczne badanie komórek pobranych z szyjki macicy. Jest bezbolesne i trwa kilka minut. Wykonywanie cytologii należy zacząć nie później niż w wieku 21 lat, a po pierwszym, następne badania powinny być powtarzane co 1-2 lata. W celu wykonania badania cytologicznego, najlepiej jest wybrać się do lekarza w 10-14 dniu cyklu. Wtedy badanie daje najbardziej jednoznaczne wyniki.
k
3. Nieleczony rak szyjki macicy w stadium zaawansowanym daje szansę na przeżycie jedynie ok. 5 miesięcy.
Na świecie w ciągu roku rozpoznaje się ok. 500.000 przypadków raka szyjki macicy. Ponad połowa chorych umiera. W Polsce z tego powodu umiera co druga kobieta.
Umieralność na raka szyjki macicy w Polsce jest o 70% wyższa niż przeciętna w krajach UE. Ok. 60% zachorowań występuje między 45. a 60. rokiem życia, ale to nie znaczy, że młode dziewczyny nie muszą się tym przejmować!
– Szacuje się, że do 2050r. liczba zachorowań na raka szyjki macicy może sięgnąć nawet 1.000.000 kobiet rocznie.
k
4. Podsumowanie
Dziewczyny – to nie są przelewki! Tu chodzi o nasze zdrowie i szczęście. Chcemy dożyć późnej starości, widzieć jak rozwijają się nasze dzieci, a potem wnuki. Świat idzie do przodu, w tej ciągłej gonitwie, ciągle brakuje czasu. Nie możemy jednak zapominać o sobie. Kiedy ostatnio robiłyście cytologię? Parę lat temu? A może jeszcze w ogóle nie miałyście okazji poddać się takiemu badaniu?
NFZ prowadzi akcję „Profilaktyka raka szyjki macicy” adresowaną do kobiet w wieku 25-59 lat, które w ostatnich 3 latach nie miały wykonywanego badania cytologicznego. W ramach programu, mogą one wykonać takie badanie w każdym gabinecie ginekologiczno – położniczym zakontraktowanym przez NFZ.
k
Zadanie domowe na dziś: Pytacie Mamę Babcię, Siostrę, Przyjaciółkę i inne najbliższe Wam kobiety (w tym siebie!), kiedy ostatnio miały robioną cytologię. Jeśli minęło więcej niż 3 lata, będziecie mogły skorzystać z bezpłatnego badania. Jeśli jednak od poprzedniej cytologii minął krótszy okres również nie zbankrutujecie, bo takie badanie kosztuje ok. 40 zł.
Życzę Wam mnóstwo szczęścia i zdrówka! A w dniu dzisiejszym dodatkowo wielu pięknych chwil i ogromu miłości!:*