utworzone przez Zakreecona | gru 2, 2016 | Moda, Podróże, Włochy
Jeśli śledzicie mojego instragrama, lub fanpage na facebooku, to wiecie, że miałam ostatnio okazję spędzić 3 dni w Rzymie. Był to już mój trzeci wyjazd do Włoch w tym roku. Najpierw Mediolan wraz z Jeziorem Como w kwietniu, we wrześniu kilkudniowe wakacje w Wenecji, a w listopadzie Włochy znowu się o mnie upomniały, lecz tym razem wylądowałam w stolicy 🙂
Rzym zrobił na mnie ogromne wrażenie i każdemu polecam sie tam wybrać. A jeśli zastanawiacie się, czego zazdroszczę Rzymianom, to zapraszam do lektury posta:)
1. Powiewu historii na każdym kroku
Historia jako przedmiot w szkole, ma to do siebie, że zarówno w szkole podstawowej, gimnazjum jak i liceum zawsze zaczyna się od starożytności. Starożytny Rzym, Ateny, Egipt i Mezopotomię znamy więc bardzo dobrze (trochę gorzej bywa ze współczesną historią…). Dlatego przypuszczam, że większość z Was wie, co to Koloseum, Panteon, Forum Romanum czy termy. Co innego jest jednak oglądać to w szkolnych w podręcznikach, a co innego widzieć te wszystkie wspaniałości na żywo. Wycieczka do Rzymu pozwoliła mi w pewnym sensie wrócić do błogich i beztroskich czasów dzieciństwa!:D
2. Niezliczonej liczby Nasone
A czym jest te tajemnicze Nasone? To sieć hydrantów (chociaż nie jestem przekonana, czy to odpowienie słowo) zlokalizowanych na głównych szlakach turystycznych, z których płynie ( w trybie ciągłym) pitna woda! Już od ponad 200 lat Rzymianie i odwiedzający ich miasto turyści (a nawet zwierzaki!) mogą korzystać z ponad 2500 fontanienek i gasić swoje pragnienie podczas odkrywania wspaniałości Rzymu. Korzystanie z Nasone, w 100% wpisuje się w ideę „cheap” – oszczędzasz na kupowaniu plastikowych butelek, dzięki czemu przyczyniasz się do ochrony środowiska i minimalizowania liczby śmieci:)
3. Cudownej pogody przez większość czasu w roku
To jest właśnie zaleta krajów południowych. W Polsce minusowe temperatury, gdzieniegdzie spadł śniego i bez czapki lepiej nie wyściubiać nosa z domu, podczas gdy o tej samej porze w Rzymie za oknem ok. 20 stopni Celsjusza, słońce pięknie świeci (czasami tylko przykrywane przez chmury), a dzień jest prawie o 2 godziny dłuższy. Słońce i piekną pogoda bardzo mocno wpływają na nasze samopoczucie, Czy słyszał ktoś o letniej albo wiosennej chandrze? Nie? Ja też. Takie symptomy dopadają nas za to jesienią i zimą, gdy w naszych organizmach następuje zwiększenie produkcji melatoniny i mniejsze wydzielanie seratoniny. Ale mam dla Was pocieszenie, najkrótszy dzień już niedługo, a po 21 grudnia, będzie już coraz więcej słoneczka:) Ale zanim to nastąpi, czeka nas piękny czas oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia:)
W Polsce nie mogłabym już sobie pozwolić na taką stylizacją. Wiadomo, to nie są tropiki, ale taki wczesny kwiecień, późny wrzesień 🙂
Apaszka – kupiona w tym roku podczas wizyty we Włoszech (5 euro)
Sweter z baskinką – Reserved (% 28 zł)
Spodnie – New Look (%, 34 zł)
Płaszcz – H&M (SH, 5 zł)
Torebka – SH (była nowa! 30 zł)
Buty – Aldo (%, 90 zł)
4. Fontanny di Trevi
No dobra, może jeszcze nie byłam w każdym miejscu na świecie, ale parę krajów już zwiedziłam. I piękniejszej fontanny niż di Trevi jeszcze nie widziałam. Myślę, że wrażenie byłoby lepsze, gdybym zobaczyłą ją w całej okazałości, a nie oblężoną przez tabuny turystów. Jednak nawet to nie zburzyło mojego zachwytu. Oczywiście jak typowa turystka wrzuciłam do fontanny monetę przez lewę ramie. Krążą legendy związane z ilością wrzucanych monet. I tak, jeśli chcecie wrócić do Rzymu, wrzućcie tylko jedną. Jeśli marzy Wam się romans, musicie wrzucić dwie. Jeśli jednak śpieszno Wam do Ołtarza, przygotujcie 3 monety:)
Władze Miasta wyłowione pieniądze przeznaczają na utrzymanie zabytków i pomoc najbiedniejszym.
Stylizacja z tego dnia będzie w kolejnych postach:)
5. Przepysznej rzymskiej pizzy
O tym, że najpyszniejszą pizze można zjeść we Włoszech, wiadomo nie od dziś. O tym, że w każdej włoskiej pizzeri pojęcie keczupu i sosu czosnkowego nie istnieje też nie jest tajemnicą. Że oliwa używana jest wszędzie i do wszystkiego to też żadna nowość. Jednak czy wiedzieliście, że Rzym ma swoją własną odmianę pizzy? Przyznam szczerze, ja nie wiedziałam. Mi jednak pizza ta baardzo przypadła do gustu. Cienka (maksymalnie 3 mm), bardzo chrupiąca i z niewielką ilością składników. Dla mnie perfecto!
A Wy mieliście okazję być w Rzymie? Jeśli tak, to co Was najbardziej zauroczyło?:)
PS Już niedługo pojawią się kolejne posty z Rzymu! Będzie także wpis o tym, jak zorganizować wyjazd do Wiecznego Miasta, także śledźcie bloga!:) Buziaki!:)
utworzone przez Zakreecona | lis 22, 2016 | Bez kategorii
Pewnie nie raz zdarzyło się Wam pojechać do centrum handlowego i nic nie kupić, albo wręcz przeciwnie wrócić z torbą pełną zakupów, ale bez żadnej rzeczy, którą mieliście w planach sobie sprawić. Mi też. Niestety, zakupy w cetrum handlowym czasami stają się udręka i zamiast radości z kupionej rzeczy możemy poczuć zdenerwowanie i rozgoryczenie. Jak tego uniknąć? Przeczytajcie dzisiejszy post, a z pewnością z kolejnych zakupów wrócicie zadowoleni!:)
1) Jak ognia unikaj weekendów
Nie będzie to łatwe, bo głównie w weekendy mamy czas i często w weekendy zdarzają się dodatkowe promocje. Jednak podobnie jak my, myślą tysiące innnych ludzi. W efekcie prowadzi to do ogromnych kolejek, zarówno do przymierzalni jak i do kas, wszechobecnego bałaganu, porozrzucanych ubrań, butów i wszystkich innych rzeczy. W weekendy szczególnie oblężane są centra handlowe znajdujące się poza centrum miasta (wszystkie Factory Outlet, czy np. Bielany we Wrocławiu). Uwierzcie mi, przekonałam się na własnej skórze, że takie zakupy nie należą do przyjemności i zazwyczaj też nie są owocne, bo albo w tym całym bałaganie nic nie można znaleźć, albo kolejka jest tak długa, że wszystkiego się odechciewa.
Na zakupy najlepiej wybrać się w tygodniu, idealnie byłoby w godzinach rannych, ale jeśli to nie jest możliwe, należy kierować się zasadą – wszystko lepsze od weeekendu. Sobotę i niedzielę przeznaczcie na mniej wątpliwe przyjemności:D
Weekendy poświęc na zwiedzanie świata!:)
2) Sprawdź aktualne zniżki
Wejdź na stronę centrum handlowego, fanpage na facebooku. A może przychodzą do Ciebie newslettery różnych firm? Nikt z nas nie lubi spamu, ale dla takich reklam shoppingowych warto założyć dodatkową skrzynkę odbiorczą i sprawdzać ją przy okazji zakupów, a nóż widelec uda nam się zaoszczędzić parę złotych? Bardzo często różnego rodzaju promocje wprowadza eobuwie (m.in. buty z lasockiego), więc jeśli nie lubicie kupować w ciemno, warto przymierzyć buty w sklepie CCC i zamówić taniej w internecie.Polecam także aplikację
QPONY. Często można znaleźć tam ciekawe kody rabatowe (aktualnie w aplikacji znajdziecie m.in. kupony do kilkudziesięciu sklepów w Factory Annopol i Factory Ursus w Warszawie).
Warto przymierzyć buty w sklepie i kupić taniej na
eobuwie 🙂
3) Ubierz się wygodnie
Weź pod uwagę to, by strój mniej wiecej pasował do rzeczy, które chcesz kupić i ułatwiał Ci wybór. Jeśli masz zamiar kupić spodnie, załóż spódnicę na gumce – dużo łatwiej i szybciej przymierzać jeansy mając na sobie spódnice, niż za każdym raze siłować się z ściąganiem obcisłych spodni.
Spódnice są najwygodniejsze!:)
4) Dokładnie zaplanuj swoje zakupy
Centrum handlowe to nie second hand – do second handu idziesz szukać zdobyczy, do centrum handlowego po konkretne rzeczy. Dlatego zawsze lepiej sobie zaplanować co chcesz kupić, ustawić pewne elastyczne progi finansowe i czasowe (nigdy nie poświęcaj na zakupy całego dnia!), tak by potem nie mieć wyrzutów sumienia, że znowu dwa dni po wypłacie, jest się już gołym i (niekoniecznie) wesołym.
Czas to pieniądz!
5) Zabierz ze sobą kompana
Najlepiej takiego, który również planuje coś kupić, tak by nie zanudził się i nie pełnił jedynie roli przyzwoitki. Jeśli pójdziemy z zaufaną osobą, z pewnością szczerze, lecz łągodnie powie nam, że coś nie do końca pasuje do naszej figury, albo wyleje zimny prysznic, gdy przyjdzie nam do głowy wydać pół wypłaty na jakieś buty czy inną sukienkę.
Wybaczcie jakość ostatniego zdjęcia, ale było robione kalkulatorem:D
utworzone przez Zakreecona | lis 13, 2016 | Moda, Outfit
Zimno. Bez szalika ani rusz. Rękawiczki potrzebne od zaraz. Niezła zima tej jesieni. Wełny, wełny, więcej wełny!
Babciu, proszę rób skarpety!
Śnieg spadł – włosy siwe, spodnie brudne.
Płaszcz- Cropp (%% 80 zł)
Spodnie- New Look (%% 34 zł)
Torebka – SH (ok. 30 zł)
Szalik – LC Waikiki (prezent)
Sztyblety – Reserved (stare jak świat, % 160 zł)
utworzone przez Zakreecona | lis 7, 2016 | Moda, Outfit
Czy macie w swojej szafie ubrania, które mimo upływu czasu lubicie wciąż tak samo i najchętniej ciągle byście je zakładały?
A może kupiłyście kiedyś wymarzony, drogi ciuch, na który długo odkładałyście pieniądze?
Pamiętam, jak kupiłam sobie swoje pierwsze ADIDASY – tak naprawdę to kupili mi je Rodzice i nie były to Adidasy tylko PUMY (ale i tak byłam przeszczęśliwa!). Mój kolega miał takie same buty (miały być unisexy, ale jednak bardziej wyglądały na męską parę…), dla mnie jednak liczyło się, że są MARKOWE (ehh te uroki dzieciństwa- szacunek na dzielni też miał duże znaczenie, a takie buty dawały +10 do Respektu:D). Podobnie wyglądała sytuacja z pierwszymi i jak dotąd jedynymi spodniami LEE. W końcu miałam wymarzone jeansy porządnej firmy! Tak samo było też z pierwszą jeansową koszulą i pierwszą ramoneską (która służyła mi dzielnie przez 4 lata, a nadmieniam, że była wykonana z ekoskóry).
Jedną z moich ulubionych rzeczy jest także Futrzak (oczywiście sztuczne futerko!!) z dzisiejszej stylizacji, zakupiony kilka lat temu w promocyjnej cenie w Pull& Bear. Idealny na pogodę, kiedy puchowa kurtka to jeszcze zdecydowanie za dużo, a skórzana ramoneska już niestety nie wystarcza. Czasami służy także jako ocieplacz do zwykłej koszuli czy swetra do chodzenia zarówno po domu, jak i w bardziej oficjalnych miejscach. Dopóki stan futrzaka będzie pozwalał na jego użytkowanie bez wzbudzania powszechnej śmieszności czy dezaprobaty, z pewnością będzie on ulubioną częścią mojej jesiennej garderoby 🙂
A jakie są Wasze ulubione jesienne ubrania?
Spodnie – SH (Cubus ok. 20 zł)
Koszula – SH (Bik Bok, 16 zł)
Szalik – no name (kupiony w butiku w Porto, 3 euro!!)
Torebka – SH (ok. 30 zł)
Buty- Lasocki (%% 160 zł)
utworzone przez Zakreecona | paź 31, 2016 | Moda, Outfit
Pamiętacie jak któregoś razu ubolewałam na facebooku, że bardzo chciałabym znaleźć spodnie w stylu mommy jeans? Pewnego razu będąc na zakupach w Reservdzie w ręce wpadły mi te oto spodnie z poniższego zdjęcia. Tylko jedna para, na dodatek w rozmiarze 34, przeceniona już chyba z milion razy, plus dodatkowy rabat -30%. Musiałabym być szalona, żeby ich nie kupić! Miały tylko jeden mankament – zamek był zepsuty. Stwierdziłam, że mimo to są warte swojej ceny, a zamek po prostu wymienię. Znajoma krawcowa zrobiła to za 10 zł i tym sposobem mogę cieszyć się z wymarzonej pary:) A jeśli ktoś z Was myślał, że takie spodnie nadają się tylko do letnich stylizacji, niech ten post będzie dowodem, że wcale nie musi tak być 🙂


Skórzana (of course eko skóra!!) kurtka ze strony
GAMISS jest idealnie dopasowana, tak idealnie, że przy założeniu na sweter jest mi w niej po prostu trochę za ciasno!:D Zamówiłam rozmiar S, nie patrząc specjalnie na wymiary i muszę powiedzieć, że kurtka jest na mnie dobra, jednak zdecydowanie lepiej sprawdzi się jako narzutka na sukienkę, koszulkę, bluzkę itp. Już sobie wyobrażam ją w letnich, wieczornych stylizacjach!!
Aktualnie ta kurtka jest wyprzedana (szczęściara ze mnie, że udało mi się ją kupić!!), ale możecie sprawdzać link
GAMISS , bo może niedługo znowu wróci do sprzedaży!
Poniżej trochę więcej zdjęć, bo w stylizacji jednak pierwsze skrzypce zagrały boyfriendy!:) Nie martwcie się jednak, kurteczka zagości na blogu pewnie jeszcze nie jeden raz!:)
Sweter – TOP SHOP (SH, 3 zł)
Spodnie – Reserved (%% 42 zł+10 zł)
Buty- Lasocki (% ok. 180 zł)
Pasek- no name
Szalik – Rserved ( nie mój:D)
utworzone przez Zakreecona | paź 27, 2016 | Moda, Outfit
Czas płynie nieubłaganie – ostatnie posty dotyczyły moich „niedawnych” wakacji i nawet nie spostrzegłam się, kiedy minął miesiąc odkąd mieszkam w stolicy. Rok temu o tej porze byłam w Porto (o czym facebook codziennie mi przypomina wywołując we mnie smutek). Popołudnia spędzałam zwiedzając piękne zakątki, a w weekendy leżałam na plaży. W Polsce pogoda do plażowania niestety nie zachęca, jednak na wędrówki po okolicy chętnie bym się wybrała. Niestety przez pierwsze 4 tygodnie mojego pobytu tutaj padało prawie codziennie (co także pozwoliło mi powspominać początki w Portugalii, gdyż tam pogoda również lubiła płatać czasem figle). W tym tygodniu na pogodę jednak nie mogłam narzekać i udało mi się przygotować dla Was poniższą sesję 🙂
Zanim tu przyjechałam do głowy mi nie przyszło, że Warszawa mi się spodoba. Tydzień wystarczył, żebym zmieniła zdanie:D Warszawa jest urokliwa, jednak najbardziej fascynujące są dla mnie wszystkie symbole upamiętniające II wojnę światową i Powstanie Warszawskie – powiew historii czuje się tutaj na każdym kroku.
Buty kupiłam 20% taniej podczas weekendu zniżek. Jedna z moich koleżanek powiedziała mi „Przecież takie same miałaś w Porto!” I rzeczywiście, w Porto miałam bardzo podobne buty
(TUTAJ), trzy lata wcześniej również w takim stylu (
TUTAJ), ale co mogę poradzić, jeśli po prostu takie buty bardzo mi się podobają i są po prostu bardzo wygodne?! (tzn. z tą wygodą to oczywiście w granicach normy, po 10 godzinach biegania po mieście i tańczenie pewnie nie byłoby zbyt kolorowo:D)
Szalik, a raczej szaliko – koc, jak zwykłam go nazywać, jest niezastąpiony. Doskonale chroni przed chłodem, a na dodatek ma ciekawy design. Póki temperatura na to pozwala noszę go do kurtek 'ala’ ramoneska, ale jak słupki rtęci się nieco obniżą, chętnie założę go do swoich płaszczy. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć – taki szalik to jesienny „must have”.
O plecaku pisałam już w postach weneckich, dlatego teraz bez zbędnego przedłużania. Plecaczek jest pakowny i elegancki, idealnie nadaje się na wycieczki! Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by nosić taki plecak do pracy czy na oficjalne spotkania. Jeśli chcecie wyglądać szykownie, zamiast na plecach noście go w dłoni, a zobaczycie, że spełni swoją rolę równie dobrze, lub nawet lepiej niż tradycyjna torebka:)
***
Photos – Karol!!!:)
Kurtka- Reserved (%% dawno temu w Factory, 99 zł)
Sweter – Primark (15euro)
Szalik – LC Waikii (prezent)
Spodnie – New Look (%% 32 zł)
Buty – Lasocki (%% 181 zł)
Plecak – Gerry Webber (prezent)
utworzone przez Zakreecona | paź 18, 2016 | Podróże, Włochy
- Jeśli chcielibyście odwiedzić wszystkie miejsca ukazane na powyższym zdjęciu, a nawet jeszcze więcej,
- Jeśli chcielibyście zorganizować swój wyjazd samemu, bez uzależnienia od biura podróży,
- Jeśli nie macie wystarczających funduszy, albo myślicie, że tak jest,
- Jeśli myślicie, że podróżowanie jest tylko dla zamożnych osób,
- Jeśli oszczędność to Wasze drugie imię,
- Jeśli jesteście łowcami okazji,
- A przede wszystkim jeśli kochacie podróżować…
to znaczy….
ŻE TEN POST JEST DLA WAS!
W telegraficznym skrócie postaram się Wam przybliżyć wszystkie najważniejsze informacje związane z przygotowaniem podróży do pięknego miasta jakim jest Wenecja. Miłej lektury!

Najlepszym środkiem transportu w przypadku dalszych podróży jest samolot. Oczywiście można podróżować autostopem czy samochodem i na pewno przysporzy to wielu przygód, jednak nie każdy ma nieograniczone ilości czasu na podróżowanie (np. ja należę do takich osób). Jeśli podobnie jak ja, na swoje podróże zazwyczaj możecie przeznaczyć tylko kilka dni, to polecam samolot. Do Wenecji polecimy z Wrocławia i Krakowa, znanym i lubianym Ryanairem, który w cenie biletu pozwala na przewiezienie dwóch bagaży podręcznych. Do Miasta na Wodzie możemy wybrać się także z Berlina (Polski Bus oferuje dogodne przejazdy z PL na lotnisko w Berlinie) – z tej opcji skorzystałam. Bilety do Venice kosztowały mnie 30 euro w dwie strony. Pendolino z Wrocławia do Warszawy kosztuje więcej:( Bilety w takiej cenie nie są jednak dostępne na zawołanie, zazwyczaj trzeba się przystosować do terminu. Przede wszystkim jednak należy być cierpliwym i regularnie odwiedzać stronę Ryanaira oraz śledzić aktualne promocje. Jak to jednak z tanimi liniami lotniczymi bywa, nie zabiorą one nas do głównego lotniska w danym mieście, a na lotnisko oddalone zazwyczaj o jakieś kilkadziesiąt kilometrów. Tak jest również w przypadku Wenecji- wylądujemy w Treviso.

Do wyboru jest kilka opcji :
- Transfer zapewniony przez hotel, w którym się zatrzymaliśmy (czasami jest to usługa wliczona w cenę, często jednak musimy za to dodatkowo zapłacić ok. 30 euro w jedną stronę).
- Specjalne autobusy transferowe, które ruszają z lotniska. Podróż trwa ok. 40-50 minut, a przyjemność taka kosztuje 12 euro w jedną stronę lub 20 euro w dwie strony. Bilety kupuje się w okienku lub u kierowcy.
- Taxi
- Transfer zorganizowany samodzielnie – jak się pewnie domyślacie, ja skorzystałam z tej właśnie opcji!:D Na lotnisku w Treviso należy kupić bilet na komunikację miejską, który zawiezie nas na stację kolejową w Treviso (ok. 1,4 euro). Na dworcu kupujemy bilet do Wenecji (Piazzale Roma) lub do miejsca, gdzie jest nocleg (w moim przypadku było to Mestre – Wenecja Euganejska). Bilet kosztował ok. 3,40 euro (przewoźnik TRENITALIA, bilet możecie też zakupić przez internet). Opcjonalnie należy jeszcze doliczyć bilet na komunikację miejską w lądowej części Wenecji (ok, 1.3 eur), jeśli miejsce zakwaterowania znajduje się w oddaleniu od dworca kolejowego:) Tym sposobem zaoszczędziliśmy kilka euro, które będzie można wykorzystać na lampkę wina w restauracji lub inne przyjemności:)

Wybierając się w podróż do takiego miejsca jak Wenecja należy wiedzieć jedno – jest szaleńczo droga (a przynajmniej na moją jeszcze studencką kieszeń). Nie będę wymieniać tu stron, z których zazwyczaj korzystam szukając noclegu – o tym możecie poczytać, w poście o tym,
jak organizuję swoje tanie podróże.
Jeśli nie chcecie wydać pół wypłaty na weekendowy wyjazd (i nie mówię tu o najniższej krajowej) raczej należy zrezygnować z hotelu w Wenecji. W prawdzie jest ich tam wiele, ale ceny grubo przekraczają standardy cenowe do których przywykłam.
Zarówno w Wenecji na wodzie jak i tej lądowej części, działa rozbudowana komunikacja miejska (z dwoma liniami jednotorowych tramwajów!), więc dojazd nie powinien być dużym problemem.
Jeśli chodzi o miejsce, w którym zatrzymałam się z moimi dziewczynami to był to
Camping Jolly. Noclegi kosztowały nas ok. 10 euro za noc (uwierzcie mi, ta cena w Wenecji jest raczej nieosiągalna, więc to była naprawdę okazja!!) Mieszkałyśmy w tzw. mobile homie (widoczny na powyższym zdjęciu). Do dyspozycji 3 łóżka, łazienka, a także ławeczka przed domem. Wiadomo, nie jest to SPA, ale w sytuacji, gdy 90% czasu spędzałyśmy poza campingiem było to w zupełności wystarczające. Dodatkowo na campingu znajduje się super market, gdzie można kupić wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy (w tym preparaty na owady, które cięły jak szalone), basen z jacuzzi a także restauracja z parkietem, gdzie podobno miały być codziennie dyskoteki:D My trafiłyśmy jednak na końcówkę sezonu, więc niestety nie było już tyle młodzieży, dla której można by organizować codziennie imprezki:) Ważną informację jest także to, że hotel zapewnia transport do Wenecji tzw. Shuttle busem (2,5 euro w jedną stronę, 4 euro w dwie strony trzeba jednak z góry znać godzinę wyjazdu i przyjazdu). W pewnym oddaleniu od campingu znajduje się jednak przystanek autobusowy (ok. 10 minut pieszo), z którego w 15 minut dostaniemy się do Piazzale Roma korzystając z komunikacji miejskiej:)

Głównym środkiem lokomocji w Wenecji są tramwaje wodne (jeden widoczny na zdjęciu powyżej). Water busy raczej nie osiągają zawrotnych prędkości, ale życie w Wenecji też raczej do prędkich nie należy – nie widziałam, żeby ktokolwiek gdziekolwiek się śpieszył. Pojedynczy bilet na ten niezwykły tramwaj kosztuje ponad 7 euro, nie jest to tani wydatek, dlatego jeśli zamierzacie spędzić w Wenecji 3 dni, idealnym rozwiązaniem będzie zakupienie biletu 72h. Kosztuje on 40 euro, lub jeśli ma się mniej niż 29 lat 28 euro (wliczając już zakup specjalnej karty, która pozwala na uzyskanie biletu w tańszej cenie). Dużą zaletą jest to, że obowiązuje na wszystkie środki lokomocji w obrębie Wenecji, Mestre, Marghery (czyli w lokalizacjach, gdzie prawdopodobnie będziecie szukać noclegu). Dodatkowo bilet ten pozwoli nam popłynąć na okoliczne wysepki (Burano, Murano) a także Lido di Venezia (plaża miejska) – miejsce, gdzie co roku odbywa się sławny Festiwal Filmowy w Wenecji. Bilety można nabyć w
siedzibie przewoźnika ACTV (punkty znajdują się zarówno w Mestre i Margherze jak i na Piazzale Roma – czyli miejscu, gdzie wszyscy turyści zostawiają samochody, opuszczają pociągi, autobusy i tramwaje i przesiadają się na water busy lub wędrują pieszo).

Nie będę polecać Wam knajpek, nawet jakbym podała Wam adresy znalezienie graniczyłoby z cudem (w Wenecji naprawdę można, a nawet trzeba się zgubić!).
Mam za to kilka porad:
- Im dalej od Placu Św. Marka tym teoretycznie powinno być taniej
- Do każdego rachunku doliczana jest bliżej niezidentyfikowana opłata (chyba jakieś podatki) wynosząca od 1 do 3 euro za osobę (+czasami serwis jest doliczany odgórnie, a czasami po prostu „co łaska”)
- 3) Obowiązkowo należy spróbować Spritza, a także Limoncello (niektóre restauracje częstują kielisziem Limoncello przy rozliczaniu rachunku).
- 4) Jak już coś jeść to tylko pizzę/ makaron lub owoce morza. Unikać jak ognia „menu turistico” – w teorii dużo za stosunkowo dobrą cenę, w praktyce niedobre, średnio świeże i zdecydowanie niewarte swojej ceny. Spróbujmy więc po prostu tego, w czym Włosi są najlepsi:)
- 5) Chcąc stołować się w knajpach należy liczyć się z wydatkiem 12-20 euro (pizza, wino, deser podatki i napiwki), oczywiście zakładając, że nie mówimy o żadnej restauracji na Placu Św. Marka 😉
Miało być w skrócie, a jednak się trochę rozpisałam:) Jakbyście mieli jakieś pytania dotyczące zorganizowania wycieczki, piszcie w komentarzu albo w mailu – z pewnością odpowiem:)
BUZIAKI!!:)
utworzone przez Zakreecona | paź 4, 2016 | Moda, Podróże
Drugi post z Wenecji ukazuje się dopiero dzisiaj, gdyż w ciągu ostatniego tygodnia sporo się u mnie zmieniło – zmiana pracy, wyprowadzka z Wrocławia (spokojnie to nie eksmisja i przez zmianę pracy, nie mam na myśli wcale dyscyplinarnego zwolnienia spowodowanego nadużywaniem alkoholu:D). Mam nadzieję, że takie okoliczności usprawiedliwiają chociaż w niewielkim stopniu moją absencję na blogu. Dzisiaj jednak znowu powracam z pięknymi zdjęciami, które w tę pochmurną i deszczową pogodę pozwalają wrócić do ciepłych wakacyjnych dni.:)
Piękne miejsce, cudowna atmosfera, którą dodatkowo potęgują panowie we frakach grający koncerty prawie w każdej restauracji na Placu Św. Marka. Jednym słowem- romantico!:)
***
Post zaczęłam zdjęciami wieczornymi, rankiem jednak (a w sumie to późnym przedpołudniem:D) wybrałyśmy się na wyspę Burano, usytuowaną w pewnym oddaleniu od Wenecji i słynącą z kolorowych kamienic. Podróż trwała 50 minut (z miejsca, do którego musiałyśmy się dostać z placu Piazzale Roma, co trwało ok. 40 minut), także troszkę czasu spędziłyśmy w tramwajach wodnych, ale nie był to czas stracony, bo miałyśmy okazję zobaczyć z perspektywy wody coś innego niż tylko Canale Grande:)
Szorty – Pull & Bear (%, 35zł), T-shirt – Reserved (%, 15 zł), Narzutka – AE Woman, Buty- Adidas ZX Flux, Plecak – Gerry Weber (prezent)
Ciekawostką jest, że każdy mieszkaniec Burano zanim zdecyduje się pomalować swój dom, musi prosić lokalne władze o pozwolenie oraz o akceptację koloru, dzięki czemu wszystkie domki na wyspie są oryginalne, a kolory kamienic prawie się nie powtarzają:). Wybierając się do Burano, myślałyśmy, że unikniemy tłumów rodem z weneckich uliczek, ale jak się zapewne domyślacie – myliłyśmy się:D. Miasteczko to obecnie żyje głównie z turystyki i jak łatwo się domyślić turystów było tam bez liku. Ceny również nie zachęcały do wyłuskania czegoś z jeszcze studenckiej kieszeni (mimo, że studia już za sobą :D).
Ostatnie zdjęcie trochę nie pasuje, ale także zostało zrobione w Burano:) I wiem doskonale, że jest przynajmniej jedna osoba, której to zdjęcie bardzo się spodoba!:)
Trzymajcie się cieplutko i śledźcie bloga bo już niedługo ukaże się post o tym jak zorganizować wypad do Wenecji, gdzie najlepiej znaleźć nocleg i jak wygląda komunikacja miejska – a wszystko to oczywiście w wersji budżetowej:)
utworzone przez Zakreecona | wrz 25, 2016 | Moda, Podróże
Kochani, po długiej przerwie, MGR INŻ. Monika Żurawska prezentuje nowy post (tak, w końcu dołączyłam do zacnego grona mgr inż. – można g*wno robić nieźle żyć:D). Zasłużenie wybrałam się więc z dwoma koleżankami na krótkie wakacje do przepięknej i piekielnie drogiej Wenecji 🙂
Poniżej możecie zobaczyć krótką relację z 1 dnia mojego pobytu w tym magicznym mieście.
Wenecja to miasto o niezliczonej ilości kanałów, mostów i mościków. Wydaje się, że życie płynie tu wolniej i nikt się nie śpieszy, ale w końcu jak się śpieszyć jeśli jedynym środkiem transportu są tu tramwaje wodne, a przejazd (tzn. rejs!) z ostatniego miejsca, do którego w Wenecji można dojechać samochodem (Piazzale Roma) do najsłynniejszego miejsca w Wenecji- Placu św. Marka wynosi ok. 60 minut, mimo, że nie jest to wcale duża odległość. Długość podróży rekompensują jednak wspaniałe widoki, których na Canale Grande nie brakuje.

Turystów jest tutaj bez liku, na placu św. Marka czy uliczkach od niego odchodzących trudno było znaleźć kawałek przestrzeni, żeby zrobić sobie porządne selfie (:D), a co dopiero jakąś poważniejszą sesję. Jednak im bardziej oddalałyśmy się od tego miejsca, tym więcej spokoju mogłyśmy zaznać. Udało nam się znaleźć uroczą knajpkę, w której byłyśmy jedynymi gośćmi (!) i za cenę 15 euro miałyśmy lampkę wina, pyszną i sycącą pizze, cudowne tiramisu i kieliszek tradycyjnego włoskiego trunku Limoncello (ponadto cena ta obejmowała serwis i do dzisiaj nierozszyfrowaną przez nas opłatę, którą uiszczało się obowiązkowo w każdej restauracji). Dodatkowo przemiły Pan Kelner polecił nam miejsca do zwiedzania oraz zaoferował swoje towarzystwo, jeśli chciałybyśmy poznać nocne życie miasta na wodzie:D.

Gondolą się nie przepłynęłyśmy, bo to niestety rozrywka nie na naszą kieszeń. Gondolier to najbardziej opłacalny zawód w Wenecji, ale jak się okazuje ceny w Wenecji są tak wysokie, że nawet najlepiej zarabiającym gondolierom ciężko jest się tutaj utrzymać.
Serdecznie polecam na wszystkie podróże taki plecaczek! Już kiedyś w poście o wyjeździe do Berlina
TUTAJ zachwalałam zalety plecaków podczas wycieczek. Tamten plecak był jednak maleńki i mało pojemny, jedynie na najpotrzebniejsze rzeczy. Za to w tym mogę zmieścić wszystko- mój aparat (a wcale nie jest najmniejszych gabarytów i waży też niemało), sweter na chłodniejszą porę, portfel, a na dodatek ciężar wcale nie jest znacząco odczuwalny! Dodatkowo elegancki design (szara skóra) sprawia, że będziemy wyglądały stylowo, a jednocześnie będzie nam bardzo wygodnie. Polecam 100%!:)
Sukienka- Reserved (%% 29 zł)
Buty – H&M
Plecak – Gerry Webber (Prezent)
utworzone przez Zakreecona | sie 15, 2016 | Moda, Outfit
Trochę się u mnie działo, dlatego też nie mogłam publikować postów. Cały czas ciężko pracuję nad ukończeniem pracy magisterskiej, a że jest wiele rzeczy, które skutecznie utrudnia mi skupienie się i ciągłe pisanie (m.in. koncert Rihanny w zeszłym tygodniu w Warszawie!) to nie idzie mi to najszybciej. Długi weekend spędziłam (w sumie to jeszcze się nie skończył, więc nadal spędzam!) we Wrocławiu (zrezygnowałam z wszelakich propozycji wyjazdów na rzecz pisania pracy, ale oczywiście wyszło jak zawsze:P). W przerwie pomiędzy ciężką harówką na rzecz uzyskania przedrostka MGR przed nazwiskiem, a wykonywaniem czynności życiowych takich jak spanie i jedzenie, znalazłam na szczęście chwilę, by zrobić zdjęcia (a raczej przymusiłam K. pod groźbą znacznego uszczerbku na zdrowiu do zrobienia mi zdjęć:D) i przygotowałam dla Was posta.
Tym razem zdjęcia wykonane w Parku Szczytnickim, w moim ukochanym Wrocławiu.
Stylizacja nie jest typowo letnia, bo i wczoraj typowo letniej pogody próżno było szukać za oknem. W prawdzie w godzinach popołudniowych słońce wyszło zza chmur i troszkę przygrzało, jednak nie takiej pogody spodziewałam się po sierpniu. Ramoneska świetnie nadaję się na taką pogodę- dzięki rękawom 3/4 trudno jest się w niej przegrzać, jednakże w chwili mocniejszego podmuchu wiatru, doskonale uchroni przed chłodem.
Spodnie z Sinsaya są aktualnie moimi ulubionymi i najbardziej wygodnymi spodniami. To doskonała alternatywa dla obcisłych rurek, szczególnie latem. Wyglądają równie dobrze w połączeniu z baletkami, koturnami czy butami sportowymi. Ponadto nie krępują ruchów, i w zależności od dodatków z powodzeniem sprawdzą się w wersji casual jak i elegant. Dokładając do tego niską cenę, mogę powiedzieć, że znalazłam model idealny!:D
Budżet przeznaczony na zakupy ubraniowe został w tym miesiącu już dawno przekroczony. Jednak nie mogłam się powstrzymać od kupna skórzanych, na maxa wygodnych, a jednocześnie eleganckich i stylowych baletek ALDO w cenie 90 zł. Dziewczyny, która z Was by się nie skusiła?!:)
Fot. K:*
Baleriny – ALDO (% 90 zł)
Bluzka – Primark (%, 3 euro)
Spodnie- Sinsay (% 29 zł)
Ramoneska- Zara
Torebka – Dondonna (SH 31 zł)
Okulary słoneczne- Nanette (% TK Maxx, 55 zł)